Nie głaszcz mnie
Kampania, która może zakazać Twoich zwierząt
W maju 2025 roku największa organizacja charytatywna zajmująca się ochroną zwierząt w Szkocji podjęła krok, który zszokował ekspertów od opieki nad zwierzętami na całym świecie. Scottish SPCA, od dawna postrzegana jako pragmatyczny sojusznik specjalistów ds. dobrostanu zwierząt i odpowiedzialnych opiekunów, opowiedziała się po stronie grup wzywających do wprowadzenia „listy dozwolonych” gatunków. W takim systemie legalne byłyby wyłącznie zwierzęta wyraźnie zatwierdzone przez rząd. Wszystkie pozostałe byłyby zakazane.
Eksperci ds. opieki nad zwierzętami ostrzegają, że jeśli kampania zakończy się sukcesem, niezamierzone konsekwencje będą poważne – od napędzania nielegalnego handlu dziką fauną, przez podważanie działań ochronnych, aż po tworzenie nowych problemów związanych z dobrostanem zwierząt.
Co więc się dzieje?
Podsumowanie
Artykuł wyjaśnia założenia szkockiej kampanii Don’t Pet Me, która proponuje wprowadzenie „listy dozwolonych” zwierząt mogących być legalnie utrzymywanych jako pupile. W praktyce oznaczałoby to zakaz prywatnego posiadania każdego gatunku, który nie znalazłby się na liście. Tekst opisuje, że takie rozwiązanie – często nazywane listą pozytywną – mogłoby z dnia na dzień uczynić nielegalnymi tysiące obecnie legalnych zwierząt domowych oraz kryminalizować odpowiedzialnych opiekunów. Odwołując się do przykładów z Norwegii i innych części Europy, artykuł argumentuje, że listy te nie opierają się na solidnych podstawach naukowych, są trudne do egzekwowania i nie prowadzą do poprawy dobrostanu zwierząt. Ostrzega, że zakazy mogą spychać utrzymywanie zwierząt do podziemia, ograniczać wiedzę specjalistyczną, przeciążać ośrodki adopcyjne i szkodzić ochronie gatunków. Artykuł wskazuje, że istniejące problemy dobrostanowe powinny być rozwiązywane poprzez lepszą edukację, ukierunkowane regulacje oraz egzekwowanie obowiązujących przepisów dotyczących ochrony zwierząt, zamiast szerokich zakazów gatunkowych.
Zakazane!
Na całym świecie miliony ludzi trzymają zwierzęta domowe, które wielu uznałoby za nietypowe: węże, jaszczurki, ptaki, ryby, a dla niektórych nawet bezkręgowce. Jednak Scottish Government jest naciskany przez Scottish SPCA (SSPCA), aby zakazać tysięcy gatunków zwierząt domowych, czyniąc ich posiadanie lub rozmnażanie nielegalnym.
Proponowanym narzędziem jest „lista dozwolonych gatunków do utrzymywania jako zwierzęta domowe” – często nazywana „listą pozytywną”. Brzmi łagodnie. Wręcz uspokajająco. Jednak mechanizm ten jest głęboko wadliwy. Lista pozytywna to wykaz zwierząt, które rząd pozwala trzymać. Każdy gatunek, którego na niej nie ma, jest zakazany.
W praktyce oznacza to, że zwierzęta, które były przez stulecia prawidłowo utrzymywane i bezpiecznie hodowane – takie jak wiele gatunków węży, jaszczurek, żółwi, ptaków, małych ssaków czy ryb – mogłyby stać się nielegalne z dnia na dzień, jeśli nie znalazłyby się na liście.
Lista pozytywna bywa również określana jako whitelist lub lista zatwierdzonych gatunków, lecz wszystkie te nazwy oznaczają to samo – zakaz posiadania każdego zwierzęcia, które nie zostało wyraźnie dopuszczone przez urzędników państwowych. Propozycja ta zaniepokoiła wielu doświadczonych specjalistów ds. opieki nad zwierzętami, którzy obawiają się nagłej zmiany stanowiska SSPCA.
Każdy gatunek, którego nie ma na liście, jest zakazany.
Co naprawdę oznacza „lista pozytywna”
Lista pozytywna to wykaz zwierząt, które rząd pozwala trzymać. Każdy gatunek, którego na niej nie ma, jest zakazany. Listy dozwolone, whitelisty i listy zatwierdzonych gatunków to ten sam mechanizm: zakaz z definicji.
Chris Hogg, szkocki hodowca i opiekun gadów, ujmuje to bardziej dosadnie:
„SSPCA zdecydowanie straci wiarygodność. Zawsze opierali się na dowodach, ale niestety w tym przypadku naprawdę zawiedli szkockie społeczeństwo.”
Listy pozytywne zawodzą na każdym poziomie
Tony Wigley, założyciel Responsible Reptile Keeping, twierdzi, że propozycja listy pozytywnej nie wytrzymuje nawet powierzchownej analizy.
„Listy pozytywne zawodzą na każdym poziomie, dlatego wszędzie tam, gdzie je wprowadzono, okazały się katastrofą. Nie opierają się na solidnej nauce, są praktycznie niewykonalne, a karzą odpowiedzialnych opiekunów, nie robiąc nic wobec tych nieodpowiedzialnych. Spychają uczciwych hodowców do podziemia i zmniejszają prawdopodobieństwo korzystania z opieki weterynaryjnej. Szkodzą programom ochronnym i hodowlanym, a także niszczą wiedzę ekspercką, która przez dekady napędzała poprawę dobrostanu zwierząt” – mówi Wigley.
„Listy pozytywne nie rozwiązują problemów – one tworzą nowe.”
Lekcje z historii
Aby zobaczyć, co się dzieje, gdy zakazy zderzają się z rzeczywistością, warto spojrzeć na Norwegię, gdzie w 1977 roku zakazano utrzymywania gadów i płazów.
Svein Fosså, prezes European Pet Organization oraz sekretarz generalny Norwegian Pet Trade Association, ma bezpośrednie doświadczenie z okresu obowiązywania zakazu.
„Zakaz z pewnością nie był respektowany przez osoby zainteresowane utrzymywaniem zwierząt” – mówi. Przy „łagodnej kontroli granicznej” Norwegii zakazane zwierzęta były „stosunkowo łatwe do zdobycia… [i] nielegalnego importu… samochodem lub promem”. Szacowano, że w tamtym czasie w Norwegii nielegalnie utrzymywano co najmniej 100 000 zwierząt. „Było to powszechne hobby, lecz z uwagi na nielegalność ludzie bali się zabierać zwierzęta do weterynarza, co prowadziło do poważnych problemów dobrostanowych.”
A gdy państwo interweniowało, skutki bywały drastyczne. „Było wiele przypadków konfiskaty zwierząt na granicy, a nawet w domach prywatnych” – wspomina Fosså.
„Ponieważ większość stanowiły pospolite gatunki, którymi ogrody zoologiczne nie były zainteresowane, zwierzęta poddawano eutanazji.”
Norwegia nie jest wyjątkiem. Belgia, Hiszpania i Niderlandy również wdrożyły różne wersje list pozytywnych. W każdym przypadku przepisy spotkały się z wyzwaniami prawnymi, trudnościami egzekucyjnymi i krytyką naukową.
We Flandrii, mimo że wielu opiekunów otwarcie utrzymuje zakazane gatunki, władze – pozbawione wiedzy i zasobów – po cichu tolerują nieprzestrzeganie prawa.
„Zwierzęta były konfiskowane… a ponieważ większość stanowiły pospolite gatunki, których nie chciało żadne zoo, poddawano je eutanazji.”
- Svein Fosså
Paradoks dobrostanu
Kampanie i aktywiści często przedstawiają listy pozytywne jako narzędzie poprawy dobrostanu zwierząt, lecz eksperci twierdzą coś przeciwnego: dobrostan pogarsza się, gdy legalne i kontrolowane utrzymywanie zwierząt zostaje zakazane.
„Te przepisy nie powstrzymują ludzi przed trzymaniem zwierząt” – mówi Wigley. „Dowody z krajów, w których je wprowadzono, pokazują, że listy pozytywne jedynie spychają opiekunów do podziemia. To oznacza, że trudniej zadbać o dobrostan, niemal niemożliwe staje się przekazywanie zwierząt do nowych domów, a ryzyko nielegalnego handlu dziką fauną rośnie. Listy pozytywne okazały się katastrofą dla dobrostanu zwierząt.”
Dr Martin Singheiser, biolog i dyrektor zarządzający BNA, wskazuje na nadchodzący kryzys praktyczny. „Wprowadzenie listy pozytywnej może wywołać kryzys adopcyjny, ponieważ nie jest jasne, co stanie się z zakazanymi gatunkami. Może to doprowadzić do problemów z przekazywaniem wielu zwierząt, szczególnie długowiecznych, takich jak żółwie. Ośrodki ratunkowe i adopcyjne są już przepełnione, a lista pozytywna może tylko pogorszyć sytuację.”
CO POKAZUJĄ DANE
Zwierzęta egzotyczne stanowią niewielki odsetek spraw dotyczących dobrostanu zwierząt – znacznie mniejszy niż psy, koty czy konie. Najnowszy raport RSPCA, siostrzanej organizacji SSPCA działającej w Anglii i Walii, wykazał, że w 2019 roku organizacja wszczęła:
810 postępowań dotyczących psów
196 dotyczących kotów
182 dotyczących koni
Natomiast zwierzęta uznawane przez RSPCA za „egzotyczne” odpowiadały łącznie za zaledwie 64 postępowania.
I pamiętajmy – obejmuje to WSZYSTKIE tak zwane zwierzęta egzotyczne, w tym ryby, ptaki, gady, płazy i małe ssaki.
Brak dowodów. Brak egzekwowania.
Jeśli tysiące gatunków odpowiednich do utrzymywania jako zwierzęta domowe mają zostać zakazane, jakie dowody uzasadniają taki wybór? Co sprawia, że jedno zwierzę jest „dozwolone”, a inne nielegalne? Odpowiedź Singheisera jest bezpośrednia: „Brakuje informacji pokazujących, że lista pozytywna przynosi korzyści, a także danych potrzebnych do jej stworzenia.”
Stanowisko dr Singheisera potwierdza dwuletnie badanie przeprowadzone na zlecenie European Commission. Raport wskazał, że brakuje danych dowodzących problemów dobrostanowych lub zagrożeń dla ochrony przyrody, a także nie ma dowodów, by tak zwane zwierzęta egzotyczne stwarzały istotne lub nieproporcjonalne ryzyko.
Bez szczegółowych danych dotyczących dobrostanu poszczególnych gatunków, ocen ryzyka ekologicznego i monitorowania handlu, listy pozytywne stają się zgadywanką dla instytucji rządowych, które nie dysponują ani czasem, ani środkami, ani wiedzą ekspercką potrzebną do rzetelnego wykonania takiej pracy.
A jeśli celem jest dobrostan, dr Singheiser podkreśla, że problemem nie jest brak przepisów. „Prawo już istnieje. Problemem nie jest brak regulacji, lecz brak ich egzekwowania.”
Kto jest celem?
Dokument kampanii Don’t Pet Me zdaje się również łączyć nieodpowiedzialne posiadanie zwierząt z poziomem dochodów, neuroróżnorodnością oraz zdrowiem psychicznym.
Twierdzi, że:
„większość właścicieli napotkanych podczas cyfrowej etnografii społeczności internetowych wydawała się mieć niski status społeczno-ekonomiczny”,
„Nasze badania sugerują wysoką częstość neuroróżnorodności w społeczności osób utrzymujących dzikie zwierzęta”
oraz że występują „właściciele, którzy nie zapewniali odpowiedniej opieki, konkretnie z powodu słabego zdrowia psychicznego”.
Dla opiekunów takich jak Lisa Birrell taka sugestia jest wypaczona i rażąco myląca. „Osoby neuroróżnorodne nie są czynnikiem ryzyka” – mówi. „Cechy takie jak rutyna, hiperfokus, konsekwencja i precyzja to atuty w opiece nad zwierzętami. Dla wielu ludzi zwierzęta dają strukturę, cel i dobrostan. Odebranie tego nie chroni dobrostanu – ono go pogarsza”.
Następnie zadaje pytanie, które debata polityczna pomija: „Czy Scottish Parliament powinien decydować, kto zasługuje na towarzystwo zwierząt na podstawie dochodów, pochodzenia czy neuroróżnorodności?”
Wigley określa nacisk raportu jako „szokujący”. „W dokumencie skupionym rzekomo na problemach dobrostanu zwierząt podkreślanie statusu społeczno-ekonomicznego lub neuroróżnorodności ludzi jako punktu odniesienia jest szokujące. Takie stwierdzenia nie powinny pojawiać się w kampaniach organizacji charytatywnych”.
„Takie stwierdzenia nie powinny pojawiać się w kampaniach organizacji charytatywnych.”
-Tony Wigley – Responsible Reptile Keeping
Odpływ wiedzy
Istnieje także inny koszt list pozytywnych, którego dokument kampanii Don’t Pet Me nie uwzględnia. Większość wiedzy o dobrostanie małych zwierząt, hodowli, kontroli chorób, żywieniu i wzbogacaniu środowiska pochodzi nie z ogrodów zoologicznych czy laboratoriów badawczych, lecz od prywatnych opiekunów. Dr Singheiser ostrzega, co jest zagrożone: „Uważamy, że listy pozytywne ograniczają rozwój nauki. Gdyby je wprowadzono, cała ta wiedza zostałaby utracona. Po prostu by zniknęła”.
Fosså się zgadza. „Lista pozytywna usuwa z przestrzeni publicznej wielu bardzo dobrych opiekunów gadów. To spowolni tempo postępu w zakresie utrzymania i dobrostanu tych zwierząt. Jeśli ktoś rozważa listę pozytywną jako narzędzie poprawy dobrostanu, to jest to kluczowa kwestia”.
Dowody pokazują, że drakońskie regulacje spychają najbardziej kompetentnych opiekunów do podziemia. Wtedy przepływ informacji wysycha, standardy utrzymania przestają się rozwijać, a postęp w dobrostanie zwierząt gwałtownie hamuje.
Odpowiedź SSPCA
Zwróciliśmy się do SSPCA z prośbą o odniesienie się do poruszonych przez nas kwestii dotyczących list pozytywnych. W pisemnym oświadczeniu organizacja stwierdziła: „Naszym priorytetem jest dobrostan zwierząt”. Podkreśliła również, że „nie popiera powszechnych zakazów”, mimo że listy pozytywne w sposób niepodważalny zakazują tysięcy odpowiednich gatunków zwierząt domowych.
SSPCA twierdzi także, że lista pozytywna to „ramy regulacyjne, a nie zakaz”, które można modyfikować w czasie na podstawie „dowodów naukowych i dobrostanowych”. Niestety doświadczenia wszystkich krajów, które wprowadziły takie listy, pokazują, że dodawanie odpowiednich gatunków jest niezwykle trudne, a kampanie aktywistów konsekwentnie dążą raczej do dalszego ograniczania list niż ich rozszerzania.
Specjaliści ds. opieki nad zwierzętami wskazują, że w praktyce taka polityka prowadziłaby do zakazu tysięcy gatunków, a listy pozytywne wielokrotnie nie przynosiły poprawy dobrostanu tam, gdzie je wdrożono.
Edukować, nie zakazywać
Żaden z rozmówców nie zaprzecza istnieniu problemów dobrostanowych. Kwestionują oni jednak tezę, że jest to problem charakterystyczny wyłącznie dla gatunków „nietradycyjnych”, oraz stanowczo odrzucają pogląd, że zakazy rozwiążą te trudności. Jeśli celem jest ograniczenie przypadków złej opieki, specjaliści podkreślają, że sprawdzoną drogą jest edukacja, nie prohibicja.
Dr Singheiser przedstawia alternatywę: „Dla dobra zwierząt postulujemy lepszą wiedzę obecnych i przyszłych opiekunów. Powinni oni być odpowiednio szkoleni w zakresie potrzeb gatunków, które planują nabyć. Kampanie informacyjne dotyczące wymagań zwierząt są – naszym zdaniem – skuteczniejsze niż zakazywanie określonych gatunków”.
Birrell mówi jeszcze wprost: „Listy dozwolonych gatunków nie działają. W całej Europie okazały się niewykonalne i trudne do egzekwowania, a odpowiedzialnych opiekunów spychały do podziemia, gdzie dobrostan realnie się pogarsza. Edukacja działa. Współpraca działa. Wsparcie działa”.
Fosså dodaje ostrzeżenie: „Zakazy i listy pozytywne nie działają. Norwegia już tą drogą poszła i nie widzę szybkiego wyjścia z tej sytuacji. Zdecydowanie odradzałbym innym rządom podążanie tym śladem. Listy pozytywne nie są skutecznym narzędziem”.
„Listy dozwolonych gatunków nie działają. Edukacja działa. Współpraca działa. Wsparcie działa.”
-Lisa Birrell – szkocka hodowczyni gadów
CO PROPONUJĄ EKSPERCI
Lepsza edukacja opiekunów
Rzetelne bazy danych o gatunkach
Ukierunkowane ograniczenia dla zwierząt wysokiego ryzyka
Egzekwowanie istniejących przepisów o znęcaniu się nad zwierzętami
Punkt zwrotny
Dla SSPCA stawka jest wysoka. Jej reputacja została zbudowana na podejściu opartym na dowodach. Popierając kampanię zbieżną z postulatami radykalnych grup sprzeciwiających się prywatnemu utrzymywaniu zwierząt, organizacja ryzykuje zniechęcenie tych, którzy ją finansują i wspierają.
Dla decydentów wybór jest jeszcze bardziej wyraźny. Listy pozytywne obiecują kontrolę i rozwiązania, lecz w praktyce przynoszą niezamierzone skutki: czarny rynek, utrzymywanie zwierząt w ukryciu, eutanazje i utratę wiedzy – nie zapewniając przy tym korzyści, które deklarują ich zwolennicy.
Opiekunowie odpowiadają
Na pierwszy rzut oka kampania Don’t Pet Me wygląda jak inicjatywa dobrostanowa. Przy bliższym spojrzeniu okazuje się czymś znacznie bardziej radykalnym. Listy pozytywne i listy dozwolonych gatunków – niezależnie od nazwy – są próbą przedefiniowania tego, kto może dzielić życie ze zwierzętami. Od „straconych dekad” Norwegii po niewykonalne listy w Europie – wnioski są jasne. Zakazy szkodzą zarówno ludziom, jak i zwierzętom.
Szkocja wciąż ma wybór. Może wysłuchać osób, które faktycznie utrzymują, hodują, leczą i badają te zwierzęta. Albo powtórzyć błędy krajów, które zaufały obietnicom kampanii, jakich listy pozytywne nie spełniły – przy ogromnych kosztach dla ludzi i zwierząt.
Tony Wigley zauważa: „Gdy istnieją już surowe przepisy dotyczące okrucieństwa i zaniedbań, lista pozytywna nie wzmacnia dobrostanu. Kryminalizuje troskliwych opiekunów – nie dlatego, że wyrządzili krzywdę, lecz dlatego, że ktoś sprzeciwia się samej idei utrzymywania przez nich zwierząt”.
Lista pozytywna dla tak zwanych egzotyków to dopiero pierwszy krok. „Proszę mi wierzyć. Nawet jeśli dziś zwierzę, które kochasz, jest dozwolone, aktywiści będą naciskać na zakaz kolejnych gatunków. Na tym się nie skończy. Gdy zasada listy pozytywnej zostanie zaakceptowana, następny może być każdy pupil”.
„Ale jeśli coś wiem o opiekunach zwierząt, to tego, że nie pogodzą się z tym bez sprzeciwu. Widzieliśmy to w innych krajach. Rządy powinny dobrze się zastanowić, zanim odbiorą milionom ludzi ich zwierzęta”.
Dla milionów osób, których życie wzbogacają ukochane zwierzęta, jeśli kampania Don’t Pet Me SSPCA stanie się prawem, czas tych pupili może być policzony.
Świat miłośników zwierząt patrzy.
„Rządy powinny dobrze się zastanowić, zanim odbiorą milionom ludzi ich zwierzęta.”
-Tony Wigley – Responsible Reptile Keeping
Biographies
Tony Wigley jest współzałożycielem Responsible Reptile Keeping oraz członkiem zarządu The Pet Charity i Reptile and Exotic Pet Trade Association.
Svein Fosså jest prezesem European Pet Organization oraz sekretarzem generalnym Norwegian Pet Trade Association.
Dr Martin Singheiser jest dyrektorem zarządzającym Bundesverband für fachgerechten Natur-, Tier- und Artenschutz e.V..
Chris Hogg i Lisa Birrell to cenieni hodowcy gadów działający w Szkocji.
Jeśli niepokoisz się wprowadzaniem list pozytywnych gdziekolwiek na świecie, podpisz petycję RRK. Działamy na rzecz ich powstrzymania w wielu regionach, a Twoje wsparcie ma znaczenie.
Dowiedz się więcej o pozytywnych listach
Aby cieszyć się kolejnymi artykułami i otrzymywać nasz bezpłatny magazyn cyfrowy,
Dołącz do RRK już dziś